Dziś wpis o modzie, bo i temat dla większości kobiet ważny. Ale nie o tym, co się teraz nosi, i co króluje na światowych wybiegach. Pytam ciebie i siebie, co takiego moda zmienia w twojej i mojej codzienności? Czym właściwie dla nas jest?
Pozwól, że podzielę się moją perspektywą. A nuż, że się z nią utożsamiasz.
Od dziecka uwielbiałam ubrania. Chociaż mieszkałam na wsi, dostawałam piękne sety od moich kochanych kuzynek. Do tego dobierałam mało powściągliwą biżuterię. To uczyło mnie kreatywności. Jak połączyć jedno z drugim, żeby dobrze wyglądało? Ba, dobrze to pół biedy – przede wszystkim miało być oryginalnie. Nie lubiłam pospolitości! Do tej pory nie lubię, dlatego najbliżsi nazywają mnie „lambadziarą pierwsza klasa”. Ot, powód do dumy.
Po urodzeniu dziecka, moda była mi niczym przyjaciółka. Łagodziła poczucie nijakości, które z całą falą uderzyło w młodą matkę. Gdy czułam się brzydka, zmęczona, nikomu niepotrzebna – zakładałam czerwone botki na szpilkach i maszerowałam do sklepu po bułki. Jakoś tak od razu robiło się lżej na sercu.
Kto mnie zna, ten wie, że dziecko w mojej wsi do przedszkola najczęściej odprowadzam w szpilkach. Wyobrażam sobie, że na początku, mogło to być dla niektórych delikatnie niezrozumiałe…
Ostatnio zastanawiałam się, dlaczego ubieram się właśnie tak a nie inaczej? Czy to element życia na pokaz? Sposób na zatuszowanie urodowych mankamentów? Udowodnienie sobie i światu swojej wartości? Podkreślenie statusu społecznego? Czy ślepe kopiowanie trendów pokrzykujących w mediach społecznościowych?
A może to jednak forma odkrywania siebie? Swojej kobiecości? Bo to jak się ubieram wyraża przecież mój charakter. Absolutnie nieidealny, ale jakże ciekawy świata i ludzi wokół. Nastawiony na realizację marzeń, oczywiście z niejedną porażką na koncie.
#bycie sobą jest trendy!
I to jest chyba kwintesencja “bycia modną” u każdej z nas. Odwaga bycia inną. Nie na pokaz, nie dla męża, nie dla partnera, nie “na złość”. Tylko dla siebie.
Chciałabym, aby każda kobieta podchodziła do mody jak Iris Apfel, amerykańska projektantka wnętrz i bizneswoman, znana większości jako symbol odwagi w modzie. Ta ikona mody zachęcała, żeby traktować ubieranie się jako proces samoopoznania. – Trzeba próbować, eksperymentować, odrzucać pomysły które nie działają i nie przejmować się „regułami”. Styl to postawa, a nie instrukcja – mówiła – z ogromnymi, okrągłymi okularami na nosie, ubrana w odważne kolory i niekończące się warstwy biżuterii.
Jeśli zastanawiasz się więc czy założyć sukienkę, która tak ci się podoba, ale jeszcze tego nie zrobiłaś, bo uważasz że nie wypada, bo wiek nie ten, bo to, bo tamto… Załóż ją! I nie ważne czy przywiozłaś ją prosto od Gucciego z Mediolanu, czy kupiłaś na dynowskim rynku, w lumpeksie a może zamówiłaś online. Zrób to jeszcze dziś, nie czekaj do jutra. Życie jest za krótkie na bylejakość.
Z szacunkiem i najlepszymi życzeniami na nowy tydzień,
Natalia.
P.S. Nie zakładaj sukienek, szpilek, wyrazistej biżuterii – jeśli nie lubisz. W dresach czy gumiakach też można wyglądać z klasą. Pamiętaj – nie dla innych. Dla siebie!