Praca, ciągłe maile, telefony, korki w drodze do domu, dzieci, obiad, sprzątanie, pies. Narastają: zmęczenie, poirytowanie, stres… i wreszcie wszechogarniająca potrzeba spokoju. Znasz to? Nie jesteś sama. Każda z nas ma prawo mieć wszystkiego dość, zwłaszcza w natłoku codziennych obowiązków. Zastanówmy się zatem w jaki sposób odreagować złe samopoczucie? Czy tzw. „shopping therapy” jest w tym przypadku pomocna?
Zamiast spaceru i kawy z bliską ci osobą, wybierasz galerię handlową lub zaczynasz „buszować” na stronach internetowych twoich ulubionych sklepów. Wracasz do domu z torbami zakupów, a twój koszyk online jest wypełniony po brzegi. Kupujesz coś, czego wcale nie planowałaś kupić, bo jeszcze nie tak dawno nie było ci to potrzebne. Zwróć uwagę, jak ogromny wpływ na moje i twoje decyzje finansowe mają emocje – często większy, niż nam się wydaje.
Szukamy szczęścia
Smutek, lęk, stres, złość powodują, że czujemy się przytłoczone. Bez zastanowienia idziemy więc na zakupy, aby poprawić sobie humor. To tzw. „shopping therapy”. Niestety, ale w takich stanach emocjonalnych, częściej wybieramy szybkie rozwiązania (np. fast food-y czy gadżety), zamiast planować wydatki mądrze i długofalowo. To zrozumiałe, że chcemy dać sobie choć trochę szczęścia i złagodzić ponury nastrój. Nie wiem, czy spotkałaś się z pojęciem „kortyzol”? Jeśli tak, to wiesz, że „hormon stresu” negatywnie wpływa na nasz organizm i sprawia, że ten domaga się dopaminy, odpowiedzialnej za poczucie szczęścia. Formą tejże dopaminy stają się u nas na przykład nieplanowane zakupy, które na krótki czas wywołują zadowolenie. Ponadto rozdrażnienie sprawia, że stajemy się bardziej podatne hasłom widniejącym na banerach reklamowych, które głośno krzyczą, że zasługujemy na wszystko, czego tylko sobie zażyczymy… Kuszące, prawda?
Nagroda
„Shopping therapy” traktujemy w zasadzie jako zadośćuczynienie za coś, co nas spotkało danego dnia. Jak się okazuje, nie tylko złe emocje są tutaj głównym prowodyrem. Radość, euforia, ekscytacja – te uczucia również skłaniają do większej spontaniczności i impulsywnych wydatków. To nic innego jak forma nagrody dla siebie samej. Jednak poczucie, że „zasługuję” może osłabiać kontrolę nad budżetem, co nie znaczy, że nie jest nam potrzebne. Tyle, że z rozwagą, od czasu do czasu. W końcu wszystko jest dla ludzi! Warto pamiętać, że impulsywne zakupy dają tylko chwilową przyjemność.
Odwrócić uwagę
Gdy coś jest nowe – cieszy. Zajmuje myśli. Dlatego chodzimy na zakupy, m.in. po to, by odwrócić uwagę od tego, co martwi i dołuje. Tak naprawdę nie skupiamy się wtedy na tym, ile pieniędzy wydajemy, ponieważ zakupiony przedmiot działa jak krótkotrwały lek przeciwbólowy.
Zastanówmy się, czy nie można inaczej? Zanim kupisz coś po ciężkim dniu, najpierw pomyśl: czy jest ci to na pewno potrzebne, a może to tylko chwilowa słabość? Zrób mały eksperyment. Zamiast do galerii idź do parku pooddychać świeżym powietrzem. Może nie potrzebujesz nowej sukienki, tylko odpoczynku? Małymi kroczkami zacznij dbać o swój spokój, bez zbędnego wydawania pieniędzy! Pamiętaj, że emocje osłabiają racjonalne myślenie i wzmacniają impulsywne decyzje. Dlatego jednym ze sposobów na zdrowe finanse i spokojną głowę, jest świadomość własnych emocji i wprowadzanie dobrych nawyków ekonomicznych (np. lista zakupów, zasada 24 godzin przed dużym wydatkiem), które pomagają odsunąć decyzję od chwili emocjonalnego pobudzenia. Dobrze ujmuje to Brian Tracy, kanadyjski pisarz i mówca motywacyjny:
„Jeśli masz kłopoty finansowe, przyjrzyj się sytuacjom, w których nachodzi cię chęć robienia impulsywnych zakupów dających chwilową przyjemność. Najczęściej takie nawyki są wspierane przez pożyczki i karty kredytowe, które tylko zwiększają twoje zadłużenie i zmartwienia.”
Oto sprawdzone techniki, które pomagają trzymać emocje w ryzach przy wydawaniu pieniędzy:
Zasada 24 godzin (lub 30 dni przy dużych wydatkach)
Jeśli chcesz coś bardzo kupić – poczekaj minimum 24 godziny. Daje to czas, aby emocje opadły. Często po wszystkim okazuje się, że ta potrzeba znika albo dany produkt przestaje być aż tak atrakcyjny.
Lista zakupów + budżet kopertowy
Rób zakupy wyłącznie według listy. Możesz też stosować koperty/kategorie w budżecie – np. „rozrywka”, „ubrania”. Jeśli dana koperta się wyczerpie → zastosuj pauzę do następnego miesiąca.
Zamiana emocjonalnego impulsu
Gdy czujesz, że chcesz „poprawić sobie humor” zakupami, spróbuj innej nagrody. Wybierz: spacer rozmowę z kimś bliskim, małą przyjemność bezkosztową (np. kąpiel, słuchanie ulubionej muzyki).To uczy, że emocje można regulować inaczej niż przez wydawanie pieniędzy.
Świadomość własnych emocji
Zanim coś kupisz, zatrzymaj się i zapytaj: „Jak się teraz czuję?” (zestresowana, znudzona, szczęśliwa?)„Czy kupuję, bo tego naprawdę potrzebuję, czy aby coś w końcu poczuć?”
Technika „kosztu w godzinach”
Przelicz cenę na czas pracy. Na przykład: buty za 500 zł kosztowały cię 2 dni ciężkiej pracy → czy są tego warte? Takie podejście pomaga spojrzeć na zakupy bardziej racjonalnie.
Ogranicz „wyzwalacze” emocji
Odsubskrybuj newslettery sklepów. Usuń karty płatnicze zapisane w aplikacjach (utrudni to impulsywne zakupy). Kupuj offline zamiast online, gdy łatwo ulegasz promocjom.
Dziennik wydatków + emocji
Zapisuj nie tylko, co kupiłaś, ale też jak się wtedy czułaś. Po kilku tygodniach widać wzorce (np. „kupuję najwięcej, gdy jestem zmęczona po pracy”).